wodą zrozumiałem jak mało są ważne uczucia identyfikacji a wiodą mnie oceany w których mogę się rozlać. połykać swoje serce raz za razem połykać jego czerwień na nowo i dmuchać w oparzone od namiętności języki. zaistnieć w skórze całej z mydła. zaistnieć pomiędzy stopami jak pierwszy raz odkąd mnie wymyślono. od śladów paznokci od łez na koszulce od palców na udach od zaciśniętych warg i świszczącym oddechu
przechodzę rekosmogonię i jak ognie sztuczne błyskam corocznie wewnętrzną apokalipsą tylko po to by móc zacząć budować styczeń luty marzec kwiecień.
kiedy umarł ten gołąb, kiedy umarł pies - to były chyba jedne z ostatnich słów przed zaawansowaną glacjologią