21 sierpnia 2011

Nóż wszedł w Ciebie jak kasztan w wodę, jak słońce zza horyzont, albo jak sok malinowy w świeżo nalaną wodę. A ty z uśmiechem na twarzy jak poruszony taflą wody, jaskrawo różowym niebem i stróżką soku w wodzie upadłeś na ziemię. Sączyło się z ciebie mleko, albo to z rozbitej szklanki w dłoni, albo to w szklance była krew, albo z ciebie nic nie płynęło... Masz w żyłach huczące pokłady pustki, masz... tkanki cieknące mlekiem.

"Miłość- mój drogi- jest wyższa niż ciało. Jest ciało cielesne i ciało z eteru. To ciało z eteru siedziało z tobą pod kocem, to ciało cielesne... Było ze mną, pod kołdrą. Ten umysł, co ze mną pod kołdrą wyłączył się, zwiesił się. Przepraszam, wybaczysz?"

Zrobiłem herbatę nad tobą, soczystą herbatę. Siedziałem i kota głaskałem, oczy miałeś otwarte, tęgie i żuczne. Kot zlizał już mleko, kot zjadł już wspomnienie i siedział po mojej stronie fortecy. Za oknem- listopad, za szybą- widnokrąg, na dworze- gęstwina, przed blokiem- karetka. Kot dzwonił i miałczał, a miałk miał jak lament- przyjechali z sygnałem niebieskim, jak oczy.