nie zostało mi zbyt wiele czasu
odkąd zobaczyłem pęknięty pierścień saturna wiedziałem - to cofanie się w stwarzaniu i po śmierci ludzi przyszedł czas na połączenie się ciemności i światła. odwrócony kalejdoskop bezlitośnie szczepia wiązki i ogniskowa przechodzi na minus. bóg wie że to jest złe ale właśnie go jeszcze nie wymyśliłem. brzegi się rozmywają wszystko kosmicznie uderza w retrospekcje. widzę jak kobieta zrywa jabłko z drzewa poznania i nic już nie będzie takie samo i widzę jak wielka matka tworzy ją z żebra składając z małych cząsteczek pierwsze uczucia. potem wielki wybuch brzmi jak papierowa torba i stoję u początku mlecznej drogi.
koniec to początek